Category Archives: 10 Osobowości polskiego sportu w 2011 roku

Adam Krzesiński

Urodzony 13.09.1965 roku w Warszawie. Żona Agnieszka, dwie córki: Aleksandra (22) i Julia (7). Florecista, srebrny (1996) i brązowy (1992) medalista olimpijski w turnieju drużynowym, drużynowy mistrz świata (1998) i dwukrotny wicemistrz świata (1990, 2001), trzykrotnie brązowy medalista, indywidualny mistrz Europy (1997) i wicemistrz (2001), srebrny i trzykrotnie brązowy medalista drużynowy mistrzostw Europy. Absolwent warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego, obecnie sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Należy do wielkiej rodziny sportowej wywodzącej się z Białobrzegów nad Pilicą. Jego kuzynami są: Andrzej, tyczkarz, mąż złotej medalistki olimpijskiej Elżbiety (1956), Stanisław, zapaśnik i znakomity trener, oraz Ryszard, młociarz. Wszyscy byli reprezentantami Polski. Continue reading

Barbara Kotowska

Urodzona 8.04.1966 roku w Cieszynie. Mąż Roman, córka Izabela (19 lat). Pierwsza polska mistrzyni świata w pięcioboju nowoczesnym (1985), łącznie pięć medali mistrzostw świata: dwa indywidualnie, trzy drużynowo. Absolwentka AWF w Poznaniu, specjalizacja trenerska: pływanie oraz rehabilitacja ruchowa. Mieszka w Drzonkowie koło Zielonej Góry. Continue reading

Eulalia Danuta Rolińska

Urodzona 6.01.1946 roku w Laskowcu Starym koło Zambrowa. Mąż Bohdan Roliński (dziennikarz), syn Michał (dziennikarz, prowadzi własną firmę konsultingową). Pierwsza i jedyna polska mistrzyni świata w strzelectwie sportowym, podwójna mistrzyni Europy, trzykrotnie srebrna i trzykrotnie brązowa medalistka mistrzostw kontynentu, rekordzistka świata i Europy, wielokrotna mistrzyni i rekordzistka Polski, uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Monachium i Mexico City (nie było konkurencji kobiet, strzelała z mężczyznami). Magister inżynier, absolwentka Wydziału Mechaniki Precyzyjnej Politechniki Warszawskiej oraz dwuletniego studium trenerskiego wrocławskiej AWF. Trenerka w Legii Warszawa, członkini zarządu klubu, była trenerka kadry narodowej juniorów w strzelaniu z karabinu. Continue reading

Grzegorz Śledziewski

Urodzony 18.07.1950 roku w Gdańsku. Żona Małgorzata, syn Marcin (36 lat). Trzykrotny mistrz świata w kajakarstwie (dwa razy w K-1, raz w K-2 z Ryszardem Oborskim), wielokrotny medalista mistrzostw świata, najlepszy polski kajakarz lat 70., a także chyba w historii. Absolwent Wydziału Elektrycznego Politechniki Gdańskiej i wrocławskiej AWF, trener fińskiej kadry, przez długie lata szef przedstawicielstwa fińskiej firmy papierniczej UPM-Kymmene. Continue reading

Helena Pilejczyk

Urodzona 1.04.1931 roku w Zieluniu koło Mławy. Mąż Lucjan, syn Jarosław (nie żyje). Brązowa medalistka olimpijska z Squaw Valley (1960, 1500 m), srebrna medalistka mistrzostw świata na 1000 m, 40-krotna rekordzistka Polski, 37-krotna mistrzyni Polski. Absolwentka Liceum Pedagogicznego w Kwidzynie, nauczycielka, trenerka, wychowawczyni kilkunastu czołowych polskich panczenistów. Continue reading

Jerzy Kulej

Urodzony 19.10.1940 roku w Częstochowie. Żony Helena i Alicja, syn Waldemar. Dwukrotny mistrz olimpijski w boksie w wadze lekkopółśredniej (Tokio, Meksyk), dwukrotny złoty i raz srebrny medalista mistrzostw Europy, 348 walk, z tego 317 wygranych. Absolwent LO dla pracujących w Warszawie, potem warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Odznaczony krzyżami Kawalerskim i Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, prezes Klubu Polskich Medalistów Olimpijskich, poseł na Sejm (2001–2005). Continue reading

Marzenna Koszewska

Urodzona 28.11.1960 roku w Warszawie. Mąż Mirosław, syn Rafał (23). Absolwentka Wydziału Turystyki i Rekreacji Studium Hotelarsko-Turystycznego w Warszawie. Obecnie dyrektor do spraw logistyki i kontaktów międzynarodowych Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Włada angielskim i hiszpańskim. Jest pierwszą w historii polskiego sportu kobietą pełniącą funkcję szefa polskiej misji olimpijskiej – Londyn 2012. Continue reading

Michał Jeliński

Urodzony 17.03.1980 roku w Gorzowie Wielkopolskim. 193 cm, 89 kg. Żona Kamila, syn Wojciech (1 rok). Wioślarz, czterokrotny mistrz świata w czwórce podwójnej (2005–2007 i 2009), mistrz olimpijski w 2008, mistrz Europy w 2010, wicemistrz świata (U-23) w 2x, akademicki mistrz świata w 2x. Absolwent Liceum Ekonomicznego w Gorzowie Wielkopolskim oraz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu (finanse i bankowość Unii Europejskiej). Członek AZS AWF Gorzów Wielkopolski, wychowanek trenerów Marka Kowalskiego i Aleksandra Wojciechowskiego. Continue reading

Piotr Siemionowski

Urodzony 6.06.1988 roku w Biskupcu, mieszka w Bydgoszczy. Mistrz świata i Europy w kajakowej jedynce na dystansie 200 metrów, brązowy medalista mistrzostw świata i Europy w tej samej konkurencji (2010). Zawodnik Zawiszy Bydgoszcz, wychowanek Bazy Mrągowo. Żołnierz zawodowy (st. szer.), a jednocześnie student Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Ma dwie siostry – Justynę i Martę, oraz brata Wojciecha.

– Urodziłem się w Biskupcu przez przypadek, bo rodzice mieszkali w Mrągowie, zresztą nadal żyją w tym pięknym mieście nad jeziorem Czos. Gdy przychodziłem na świat, oddział położniczy szpitala w Mrągowie był w remoncie, więc mamę zawieziono do sąsiedniego miasta. Wychowałem się oczywiście w Mrągowie, ośrodku sportów wodnych, a zwłaszcza żeglarstwa i kajakarstwa. Nie mogę powiedzieć, że czułem jakiś szczególny pociąg do wody, lubiłem i nadal lubię sobie na nią popatrzeć, ale nie jest dla mnie najważniejszą częścią świata. Można by rzec, że pracuję na wodzie, a tak zostałem wychowany, że miejsce pracy szanuję.
Do kajakarstwa, bo do żeglowania nigdy mnie nie ciągnęło, trafiłem nie w wyniku uczuć żywionych do tej dyscypliny, ale wyłącznie z podziwu dla człowieka. Pan Andrzej Matuszek, były kajakarz, trener mrągowskiej Bazy i nauczyciel miejscowej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, był człowiekiem, za którym młodzież skoczyłaby w ogień. Imponował nam pod każdym względem, więc gdy zaczął werbowanie do swej szkółki, natychmiast się zgłosiłem. Miałem 12 lat, większość moich koleżanek i kolegów zaczynała wcześniej, ale także wcześniej skończyła swoją przygodę z kajakiem. Z istniejącej wówczas grupy pozostałem tylko ja…

Piotr był chłopcem szybko rosnącym, ale także bardzo szczupłym. Ciekawe, jak bardzo zmieniły się jego kajakarskie inklinacje. Zaczynał od długich dystansów, nawet bardzo długich, bo pływał na 5 i 10 kilometrów, a zdarzało mu się pojawiać na starcie maratonu! Gdy jednak dzięki wyjątkowo intensywnym treningom wzrosła jego siła fizyczna, sylwetka nabrała mocniejszych kształtów, zaczął pływać na zdecydowanie krótszych dystansach.

– Śmiało można uznać, że cezurą był rok 2004. W węgierskim Szeged wystartowałem w Pucharze Nadziei Olimpijskich na dystansie 500 metrów i zająłem 5. miejsce w finale. Odniosłem naprawdę duży sukces, bo byłem o rok młodszych od pozostałych uczestników, a w kategorii młodzieżowej rok liczy się właściwie podwójnie. Zachęcony tym osiągnięciem, zacząłem systematycznie startować na 500 metrów i już rok później wywalczyłem medal w mistrzostwach Europy juniorów. Klamka zapadła, przekształciłem się w sprintera, choć o 200-metrowym dystansie właściwie nie było mowy. Oczywiście brałem udział w takich wyścigach, miałem nawet niezłe rezultaty, ale w Polsce traktowano zawody na najkrótszym dystansie z przymrużeniem oka, podobnie jak ich wyniki. Dla tradycjonalistów, a tacy stanowili w kraju olbrzymią większość, była to śmieszna zabawa, nikt z nich nie spodziewał się, że tak szybko stanie się konkurencją olimpijską i zastąpi wyścigi na 500 metrów.

Osiągnięcia, jakie 17-letni Siemionowski zanotował w 2005 roku, sprawiły, że zaczęto na niego zwracać uwagę, mówić nawet dość głośno, że na północy Polski urodził się kolejny wielki talent (pamiętajmy, że z tej części kraju wywodzili wszyscy dotychczasowi nasi mistrzowie świata: Śledziewski, Markiewicz i Twardowski).
Właśnie tego ostatniego zawodnika od czasu do czasu udawało się Piotrowi pokonać. I nagle, ku ogromnemu zaskoczeniu, przyszło gwałtowne załamanie sportowej formy, tak ostre, że już mówiono z kolei o zmarnowanym potencjale kajakarskim.

– Sam byłem zdumiony. Na treningach harowałem jak wół, podejmowałem się wykonania wszystkich zadawanych ćwiczeń, dźwigałem coraz większe ciężary – Piotr wspomina trudny dla siebie okres. – Chwilami była to naprawdę szaleńcza praca. Jak się okazało, przesadna. Efekty były odwrotne od oczekiwanych, można powiedzieć, że po regatowych torach snułem się, a nie ścigałem. Najgorsze było to, że długo nie zdawaliśmy sobie sprawy, obaj z trenerem zresztą, że to efekt przetrenowania. Nakręcałem się więc do jeszcze bardziej wzmożonego treningu, właściwie poza granicą wytrzymałości tak młodego człowieka, jakim wówczas byłem. Jeden rok porażek, a nawet klęsk, potem zaczął się drugi. I nagle, dokładnie nie umiem podać daty, przyszło olśnienie, że po prostu przesadzam z treningiem, że trzeba inaczej, mądrzej, by nie zniszczyć organizmu. Zdecydowałem się zatem na zasadnicze zmiany. W lutym 2008 roku wstąpiłem do wojska, przeniosłem się do Zawiszy Bydgoszcz. Niemal całkowicie zmieniono mój trening i udało się! Dowodem było zwycięstwo nad mistrzem świata Markiem Twardowskim. W międzyczasie zrozumiałem, że powinienem zostać prawdziwym sprinterem, czyli pływać na 200 metrów. Decyzją Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego dystans ten znalazł się w programie igrzysk, a „pięćsetka” z niego zniknęła.

– Na twoje pierwsze sukcesy trzeba było jednak poczekać dość długo.

– To prawda, ale organizmu nie da się oszukać. Do maksymalnej sprawności trzeba go doprowadzać systematycznie, krok po kroku, rozsądnie. Tak jak to robię już od trzech lat. Lubię ćwiczyć z ciężarami, ale staram się nie podwyższać ich wagi o więcej niż 15 kilogramów rocznie. To i tak oczywiście dużo, ale akurat dla mnie, przy mojej budowie ciała, nie stanowi to problemu.

Siemionowski nie jest już szczupłym chłopcem, którego pamiętam z czasów gdy był juniorem, a potem młodzieżowcem. Stał się potężnie zbudowanym mężczyzną, o mocnych nogach. Nabrał wagi, ale nie ma ani grama tłuszczu, same mięśnie. Gdyby malować obraz człowieka o olbrzymich możliwościach fizycznym, mistrz świata mógłby służyć jako model!
– Szczerze mówiąc, zimą 2009/2010 nie byłem do końca przekonany, czy robię dobrze, specjalizując się w sprincie. Zastanawiałem się, czy nie powinienem pływać na 1000 metrów. Ale wówczas zacząłem współpracę z trenerem Słowińskim i obaj byliśmy bliscy ostatecznej decyzji. Została nieco odłożona w czasie, bo pierwsza próba międzynarodowa zakończyła się całkowitym fiaskiem. W pierwszych zawodach o Puchar Świata wylądowałem na 5. (!) miejscu w finale… B. Uznaliśmy jednak, że to pierwsze koty za płoty, że może dobrze się stało, że nikt w Europie nie będzie mnie traktował poważnie. W mistrzostwach Europy zająłem 3. miejsce, w poznańskich mistrzostwach świata stanąłem na tym samym miejscu na podium. A co najważniejsze, w oczach dwóch wielkich faworytów do medali olimpijskich dostrzegłem oznaki niepokoju. Edward McKeever z Wielkiej Brytanii i Niemiec Ronald Rauhe zauważyli bowiem, że mimo nieco spóźnionego startu, jestem bardzo szybki.

– Oczywiście, to są wciąż główni rywale do złotego medalu w igrzyskach w Londynie, a właściwie na torze w Eton.

– Tak, nie można jednak lekceważyć młodego Rosjanina. Rauhe to wytrawny lis, potrafi skoncentrować się jak nikt inny. Ma swoje lata, ale nadal jest szybki. Brytyjczyk ma zupełnie inne niż ja warunki fizyczne, jest niski, ma krótkie nogi, lecz tułów i ramiona bardzo mocne. Na razie od dwóch lat dzielimy medale między siebie, ale czy tak będzie w Eton?

– W 2011 roku imponowałeś błyskawicznymi startami, co na 200-metrowym odcinku ma kapitalne znaczenie. Czy trenujesz je w jakiś specjalny sposób?

– Owszem, trener Mariusz Słowiński uznał, że nie wystarczy trenować starty z najazdu, trzeba z miejsca, ze stojącego na wodzie kajaka. I żeby mu natychmiast nadać maksymalną prędkość. Jestem chyba człowiekiem obdarzonym dobrym refleksem, choć zdarzało mi się spóźnić nieco na komendę sędziego startera. W igrzyskach „zaspać” nie można.

– Czy Piotr jest zawodnikiem trudnym do prowadzenia? Mistrzowie bywają hardzi, obstają przy swoim, miewają rozmaite własne pomysły – pytam trenera Słowińskiego.

– Dotąd nie było sytuacji, w której nie moglibyśmy dość łatwo osiągnąć porozumienia. Piotr jest typem sportowca w pełni świadomego swych celów, a przy tym człowiekiem rozsądnym, analizującym to, co robi, jak chce osiągnąć sukces. Nigdy nie zdarzyło się, bym po treningu wracał do domu, myśląc, że mam wszystkiego dość, że trzeba inaczej żyć, a nie szarpać sobie nerwy. Z Piotrem naprawdę pracuje mi się doskonale, zresztą nie tylko z nim. Nie jestem typem szkoleniowca „przyklejonego” do jednego zawodnika. Mam dwoje innych, młodszych, którzy w 2011 roku razem zdobyli cztery złote medale mistrzostw świata, tyle że Joanna Bruska i Martin Brzeziński są jeszcze juniorami.

– Moje życie nie ogranicza się do sportu, choć on zajmuje w nim pierwsze miejsce. Nie tylko zresztą w moim, ale także całej rodziny, która stoi za mną murem – mówi Piotr. – Z konieczności jestem obieżyświatem, ale najlepiej czuję się w Polsce. Z radością wracam do rodziny do Mrągowa, do Bydgoszczy. Mam bardzo patriotyczną duszę, moimi ukochanymi lekturami są powieści Sienkiewicza. Na przykład „Potop” czytałem co najmniej pięć razy. Kocham również polskie książki z działu fantastyki i filmy z tego gatunku, ale także „Ojca chrzestnego” Mario Puzo. To wspaniały pisarz.

Dotychczas Piotra Siemionowskiego ominęły sportowe nieszczęścia, rozmaite kontuzje. Owszem, miał drobne urazy nadgarstka od zbyt mocnego ściskania wiosła czy bóle ścięgien, ale tylko tyle. Oby tak było również w 2012 roku, bo moim zdaniem on jest najpoważniejszym polskim kandydatem do zdobycia złotego medalu igrzysk w Londynie. Jeśli tak się stanie, jesienią w Mrągowie będzie wielka uczta na część mistrza. Z kotletami schabowymi, zasmażaną kapustą, kiełbasami różnych gatunków i wszystkimi innymi potrawami tradycyjnej polskiej kuchni, które Piotr uwielbia, ale do czasu igrzysk musi się obejść bez nich…